Wiek 36 lat, wzrost 166, waga: sześć i pół tygodnia temu 82 kg, dzisiaj 70,5 kg.
Kilka tygodni temu żona zmusiła mnie do zrobienia badań. Wyniki były na tyle odstające od normy, że lekarz wysłał mnie na powtórkę cukru i lipidogramu oraz zlecił zrobienie próby wątrobowej. Wyniki lipidogramu i próby wątrobowej skutkowały kolejnym skierowaniem, tym razem usg jamy brzusznej.
Lekarz w trakcie jednej z wizyt zaproponował abym na początek ograniczył spożywanie produktów o wysokim IG (wręczył mi stosowną listę). Tymczasem... w czasie przypadkowej rozmowy kolega zachwalał dietę MM, której próbował i był zadowolony z jej efektów oraz... "niewielkiego stopnia uciążliwości". Zbiegiem okoliczności oba sposoby żywienia oparte były o IG, co skłoniło mnie do zainteresowania się tematem. Od kolegi oprócz nazwy diety, dostałem też link do tego forum.
Kilka dni później, na podstawie wyników, lekarz stwierdził konieczność leczenia farmakologicznego. Problem stanowił: cholesterol - dobry był o połowę za niski, złego nie dało się oznaczyć ze względu na wysokie trójglicerydy (5x ponad górną granicę normy) oraz próby wątrobowe AST (1/3 powyżej górnej granicy normy) i ALT (2,5x powyżej górnej granicy normy). Dodatkowo cukier (powyżej normy), wątroba (znaczne stłuszczenie z redukcją rysunku naczyniowego) oraz od nadciśnienie (od kilku lat). Odmówiłem leczenia i zaproponowałem, że najpierw spróbuje diety a jeśli to nic nie pomoże, to dopiero wtedy leki. Cztery lata wcześniej próbowałem kuracji za pomocą leków i oprócz niewielkiej poprawy wyników, uzyskałem znaczne pogorszenie samopoczucia - wystąpiło u mnie sporo skutków ubocznych (stąd moja niechęć do „prochów”).
Po wizycie u lekarza (czwartek) posiedziałem kilka godzin na forum i... postanowiłem pożegnać się z dotychczasowym sposobem życia. Wieczorem pojechałem do supermarketu, zjadłem największego hamburgera jaki był u mcdonalda (oczywiście z frytkami i colą) i poszedłem kupić wagę Następnego dnia zrobiłem listę "jadalnych" produktów i w sobotę rano udałem się na zakupy. Od poniedziałku rozpocząłem życie z dietą MM i wagą 82kg.
Sześć tygodni później ważyłem 71 kg i jak obiecałem lekarzowi, zgłosiłem się po skierowanie na ponowne badania.
Jeśli nie było by wyraźnej poprawy miałem rozpocząć leczenie farmakologiczne. Odebrałem wyniki: cukier, AST, ALT, cholesterol ogółem, zły cholesterol oraz trójglicerydy - w normie, jedynie dobry cholesterol nieznacznie poniżej normy. Praktycznie nie ma co leczyć.
Na koniec jeszcze słowo o nadciśnieniu. Sześć tygodni temu brałem rano po 5mg amlozek i prestarium oraz wieczorem 2.5mg amlozek. Teraz biorę tylko 2.5 mg prestarium i mam ciśnienie 110/75 - wcześniej na lekach 130/80. Dodatkowym "bonusem" jest jeszcze to, że jestem wypoczęty (lepiej i krócej sypiam), przestałem chrapać, mam więcej energii. Niestety, nie ma róży bez ognia, sporą niedogodnością jest konieczność wymiany garderoby ale z tym poczekam jeszcze z półtorej miesiąca - wtedy planuję przejść do drugiego etapu. Przed rozpoczęciem drugiego etapu powtórzę jeszcze raz wszystkie badania.
Kiedy zmieniałem sposób żywienia na zgodny z zasadami MM najbardziej zależało mi na poprawieniu fatalnych wyników (trójglicerydy, cholesterol, AST, ALT), sama redukcja masy ciała miała stanowić jedynie dodatek. W moim przypadku, przynajmniej na dzień dzisiejszy, dieta MM daje świetne rezultaty a jej efekty przerosły wszelkie moje oczekiwania.